Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xbox 360. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xbox 360. Pokaż wszystkie posty

No.14 - Garou: Mark of the Wolves (Arcade, 1999)

    Czy obca kopia, podróbka nieudolnego konkurenta, może prześcignąć oryginał? W przypadku gier zdarza się to rzadko, ale nie nigdy. Czy zdarzyło się tak w przypadku Garou: Mark of the Wolves, dziewiątej (!) z kolei odsłony serii Fatal Fury? Przeglądając rozliczne opinie i oceny, można dojść do wniosku, że niemal z pewnością.

    O rywalizacji na rynku arcade'owych bijatyk na linii SNK-Capcom można by pisać bardzo długo . Nie jest też tajemnicą, że pierwszy z wydawców oskarżany był wielokrotnie (choć chyba nigdy formalnie) o marne kopiowanie pomysłów swego konkurenta. Capcom wielokrotnie wykorzystywał ten fakt do parodiowania nieczystych zagrań SNK, jednak w przypadku G:MotW, którego rozliczne składniki zostały w jasny sposób zaczerpnięte ze Street Fightera III, zarzutu o nieudolność postawić nie sposób. Tytuł jest ukoronowaniem serii niemal pod każdym względem - wyważona i płynna rozgrywka, doskonała oprawa graficzna, wręcz rewelacyjna muzyka - w każdym z tych elementów producent osiągnął szczyt swoich dokonań. Ponadto, mimo powiązań, autorom udało się wytworzyć własny, charakterystyczny, niezwykle barwny klimat i styl rozgrywki. I dlatego właśnie - ta niezwykła bijatyka jest nie tylko ciekawostką. Dla tych, którzy dotychczas nie mieli okazji zetknąć się z platformą NeoGeo, tytuł może być dobrym początkiem - wyznacznikiem, który zdecyduje, czy warto poświęcić dziesiątkom pozostałych tytułów więcej uwagi.

    Znalezienie automatu z Garou: Mark of the Wolves może okazać się dziś już zupełnie niewykonalne. Na szczęście przy okazji różnych wydań i reedycji tytuł stał się dostępny na całkiem sporą ilość platform sprzętowych. Tym samym, dotarcie do niego w ten lub inny sposób nie powinno sprawiać większych trudności.

No.13 - Plants vs. Zombies (PC, 2009)

    Wszyscy, dla których hasło tower defence brzmi znajomo, wiedzą chyba dobrze jak szybko ten oryginalny i niezwykle chwytliwy pomysł stał się ofiarą prawdziwej kalkomanii. Setki flashowych produkcji, dziesiątki pełnowymiarowych tytułów na PC i konsole, różnorodne konwencje, mniej lub bardziej pomysłowe rozwinięcia i zdawać by się mogło, że idea została kompletnie wyeksploatowana.

    Stwierdzeniu temu szczęśliwie przeczy klejnot ostatnich miesięcy - Plants vs. Zombies studia PopCap Games. Własną wizję strategii z elementami gry logicznej autorzy ubrali w groteskową oprawę konfliktu pomiędzy przydomowymi roślinkami a wszystkożernymi zombie. Doskonale funkcjonującą mechanikę głównego trybu rozgrywki uzupełniają dziesiątki pełnych czarnego humoru minigier i bonusów, często czerpiących i parodiujących pomysły z innych, popularnych produkcji. Całość funkcjonuje przy tym bez zgrzytów, a każdy element PvZ zdaje się stanowić fragment nierozrywalnej całości, bawiąc, strasząc i wywołując śmiech. Ocierając się niemal o gatunkowy ideał - Plants vs. Zombies jest dla mnie absolutną perełką tego roku, pozytywną bombą, która powinna zapewnić sporo rozrywki właściwie każdemu, bez względu na wiek czy utarte sympatie.

    Wersję PC tytułu znaleźć można przede wszystkim na oficjalnej stronie producenta. Prócz pełnego wydania gry w cenie €10, strategia dostępna jest także w wersji demonstracyjnej. Premiery na konsole Xbox 360 i Nintendo DS zostały dopiero zapowiedziane.

No.5 - N+ (Nintendo DS, 2008)

    Niewiele, spośród tysięcy flashowych gier, osiąga sukces na tyle namacalny, by ostatecznie wylądować na półkach sklepowych zaraz obok najnowszych superprodukcji. Takie szczęście spotkało produkcję Metanet Software, której następca od zeszłego roku znalazł się na ekranach niejednej konsoli. I nie jest to bynajmniej przypadek, N+ jest bowiem podręcznikowym przykładem dwuwymiarowej grywalności niemal w najczystszej postaci, bez współczesnego blichtru, słodyczy, a nawet oprawy fabularnej. Zasady kilkuset plansz sprowadzają się do dwóch celów - przeżyj i dotrzyj do wyjścia. Gonią czas i przeciwnicy, frustrują przegrane i sadystyczne, trudne do pokonania elementy. Bawią - niespotykana mechanika poruszania się postaci, balans, odbijanie od ścian, zróżnicowanie wyzwań i napotykanych przeszkód. Gra wciąga, a przy kombinacji umiejętności i szczęścia przelatuje się przez nią jak huragan. N+ jest niczym wielka niebieska pigułka grywalności, działa mocno, nawet na tych, dla których wielki kubek gorącej kawy to już tylko smak.

    Produkcja została wręcz obsypana doskonałymi recenzjami na całym świecie, a jej europejska premiera dla Nintendo DS przewidziana została na aktualny miesiąc. Xbox Live Arcade oferuje zręcznościówkę za równowartość €10, zaś amerykańskie wersje gry dla DS czy PSP dorwać można okazyjnie w sklepach i na portalach aukcyjnych.

No.1 - Bionic Commando Rearmed (PC, 2008)

    Bionic Commando Rearmed to odświeżony po dwudziestu latach remake klasycznego tytułu arcade produkcji Capcomu. Przykład odświeżenia niemal idealnego i bogom dzięki, że prócz PS3 i Xboksa 360, tytuł ten zawitał także na maszyny klasy PC. Platformówka uzupełniona o elementy dobrej strzelanki, cięte dialogi, zagadki logiczne i przerywniki w trybie widoku od góry, paradoksalnie wyróżnia się brakiem jednego z podstawowych wyznaczników gatunku. Każde umocnienie, schodek czy dziura mogą stanowić dla bohatera nie lada zaporę, bowiem zamiast skakać, nasz commando musi pokonywać przeszkody przy pomocy wysuwanego, mechanicznego ramienia. Początkowo potrafi sprawiać to nie lada problemy, zamiast biec na oślep, zmuszeni jesteśmy wyszukiwać odpowiednich punktów zaczepienia i metodą "chwyć się i huśtaj" poruszać nie tylko do przodu, ale także w górę i w dół każdej planszy. W ten banalny sposób, Bionic Commando Rearmed fantastycznie oszukuje wyrobione zachowania towarzyszące grze w każdą pospolitą platformówkę. Efekt jest taki, że z czegoś co znamy na wylot, autorzy wyciskają coś zupełnie niespotykanego. Dla tych, którzy nie znają nielicznych gier tego typu, platformer Capcomu będzie niczym pierwsza rozgrywka w antywarcaby. Niby znamy planszę, pionki i strategię, ale zasady zostały zmienione.

    Grę w rodzimej wersji językowej (napisy) można dorwać w sklepach za nie więcej niż 39 nowych polskich złotych. Powiedziałbym, że warto - bo Bionic Commando Rearmed to dużo więcej niż pomysł - tryb kooperacji, wykonanie i klimat zasługują na niemniejsze pochwały.